Rozmowa z Agnieszką Glińską, reżyserem spektaklu Kryptonim 27

Rozmowa z Agnieszką Glińską, reżyserem Kryptonimu 27 – spektaklu inspirowanego twórczością Zdzisława Beksińskiego.

Krzysztof Niedźwiedzki: W ostatni weekend stycznia „Kryptonim 27”wraca na scenę Nowohuckiego Centrum Kultury. To bardzo dobra wiadomość.

Agnieszka Glińska: To dla całego zespołu bardzo dobra wiadomość. Mam nadzieję, że uda się jeszcze wielokrotnie pokazać spektakl na scenie NCK, mamy też plany trasy po Polsce. Cieszę się, że odbiór spektaklu był tak entuzjastyczny. Wielokrotnie, po premierze, słyszałam opinie w rodzaju: „pierwszy raz w życiu widziałem taki spektakl”, to naprawdę miłe. Piszą do nas również osoby, które wybierają się na Kryptonim po raz drugi.

Beksiński chciał być reżyserem, został fotografem, a później malarzem. Fascynowały go nowe technologie. Można chyba przypuszczać, że taki eksperyment, jakim jest pani przedstawienie mógłby mu się spodobać?

Nowe technologie, którymi fascynował się Beksiński, były ważnym aspektem w budowaniu formy spektaklu. Muzyka, projekcje, choreografia zostały tak wymyślone i skomponowane aby w jak najszerszym kontekście oddać twórczości Beksińskiego. Staraliśmy się odtworzyć świat jego wyobraźni we wszystkich aspektach. Dla osób które znały tylko malarstwo Beksińskiego mogło to być duże zaskoczenie – aczkolwiek po premierze, kiedy widzowie mogli zobaczyć w galerii NCK szeroki zbiór fotografii i rysunków wiedza z pewnością się pogłębiła. Czy spektakl podobałby się Beksińskiemu? Na pewno byłby zdziwiony i zaciekawiony całym procesem twórczym. Ten spektakl to rodzaj hołdu złożonego temu artyście i duże wyróżnienie. Wielu artystów marzy o tym, by ich sztuka miała kontynuacje i dalej żyła.

Muzyka w pani spektaklu odgrywa niezwykle istotną rolę. Zwłaszcza jeśli ma się na uwadze fakt, że Beksiński malował tylko wtedy gdy słuchał muzyki i słuchał muzyki tylko wtedy, gdy malował.

Dlatego zaprosiliśmy do współpracy Nikolę Kołodziejczyka, który oprócz doskonałego warsztatu, jako kompozytor i pianista lubi eksperymentować z muzyką. Współpraca polegała na stworzeniu od podstaw scenariusza i muzyki. Nawzajem napędzaliśmy się inspiracjami. Ciekawym elementem są również efekty dźwiękowe Marka Smoka Rajssa, sound designera, potęgujące efekt odbioru projekcji.

Ten, stworzony z niezwykłym rozmachem, spektakl wymagał z pewnością ogromnej pracy. Jak sądzę wznowieniu też będzie trzeba poświęcić wiele czasu?

Spędziliśmy setki godzin z Szymonem i Pawłem Kamykowskimi nad stworzeniem przestrzennej formy projekcji. Wymagało to specjalnych sesji, na których nagrywaliśmy tancerzy w charakteryzacji bodypainting, imitującej nietypową fakturę skóry, przypominającą postacie z obrazów Beksińskiego. Druga strona przygotowań to cała praca scenograficzno – choreograficzna, kostiumy, rekwizyty maski i próby z tancerzami – ponieważ to oni są najważniejszym elementem uruchamiania obrazu na scenie.

Liczymy na kolejną, silną dawkę wrażeń i emocji.

Mam nadzieje na duże emocje – podobnie jak na premierze. Zapraszam wszystkich, którzy chcą poznać inne oblicze Beksińskiego. Zobaczyć, posłuchać i przenieść się w niezwykły obszar wyobraźni tego wielkiego malarza.

 

27, 28 i 29.01.2017