Pejzaż polski i Czucz

Wystawy fotografii Leszka Dziedzica

„Pejzaż polski i Czucz” – Foto-Galeria, budynek A, parter
„Czucz – fotografie do albumu” – Chałupa u Szpinaka, bud. A. I p.
„Beztroskie lata dzieciństwa” – budynek C, główny hall

Wystawy czynne: 6 maja – 28 czerwca 2010

LESZEK DZIEDZIC urodził się w Krakowie 28 maja 1931 roku. Jest absolwentem gimnazjum im. św. Jacka i Państwowej Szkoły Przemysłowej w Krakowie. Swój pierwszy aparat fotograficzny zbudował samodzielnie już w 1943 r., a systematycznie fotografuje od 1948 r. Dyplom mistrza fotografii uzyskał w 1968 r., zaś od 1978 r. jest członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików (obecnie jest w Okręgu Świętokrzyskim).
Kiedyś, przed laty wymyśliłem sobie „Czucz”, dla określenia swego osobistego obszaru miłości i uważałem się za odkrywcę, aby nieco później z radością znaleźć potwierdzenie swych przeczuć, że wszystko, co najlepsze wynika z aktu twórczego Boga, i to zarówno w Piśmie Świętym jak i u Platona. W pierwszym rozdziale „Genesis” kilkakrotnie powtarza się zdanie: „…i widział Bóg, że to było dobre.”, gdy patrzył na kolejne swe dzieła i pewien jestem, że uśmiechał się z radością., bo wszak z miłości robił to wszystko. A cóż nam pozostaje?
Otóż uważam, że odnaleźć spokój i ciszę, uzyskać prawdziwie dobry kontakt z dziełami Stwórcy, począwszy od drzewa przydrożnego, aż do człowieka, jeżeli tylko potrafimy spojrzeć mu prosto w oczy, szczerze i życzliwie. To jest nasza, szansa na wejście w Obszar Miłości, który kiedyś nazwałem sobie „Czucz”.

Każdemu dane jest gdzieś miejsce ku któremu dąży by złożyć tam wszystkie swe tęsknoty i oddać mu całą swą miłość. Miejsce to zrazu nierozpoznane a zaledwie przeczuwane było jednakże zawsze przedmiotem mych poszukiwań. Bywało nawet i tak, że znajdując się w nim, nie uświadamiałem sobie tego Teraz znam już jego Imię i mogę świadomie do niego wracać. To jest fascynujące. Czasami stykam się z nim również i poza jego obszarem przez barwę z nagła rozświetloną, przez kształt jakże mi bliski, przez muzykę, fest to bowiem miejsce będące samym życiem, życiem prawdziwym, a więc i nie kończącym się nigdy. Stąd też tyle w nim światła i zieleni i kwiatów wszechbarwnych i śpiewu ptaków i głosów dzieci. I pewny jestem że każdy miejsce swe znaleźć może, byle — choć czasem w niepokoju ducha będąc — nie tracił nadziei i szukał drogi do niego z wiarą a cierpliwie.

Zanim powiesz: „marzycielstwo”, „fantazje” albo „bzdury”, spytaj lepiej sam siebie, czy koniecznie chcesz żyć w smutku i przygnębieniu, żałośnie i jałowo, A może warto spróbować? Życzę Ci z całego serca udanych prób, a póki co oglądnij fotografie zrobione podczas podziwiania jakże pięknego w swej prostocie pejzażu polskiego, dzięki któremu odkryłem swój „Czucz”.

Czucz to obecnie Czudec, leży nad rzeką Wisłok, 20 km od Rzeszowa jadąc w kierunku Jasła. Z woli króla Władysława Jagiełły stanowiony jako miasto na prawie magdeburskim w roku 1427 był przez wieki kwitnącym ośrodkiem handlu, rzemiosła i rolnictwa. W XVIII wieku właściciel Czudca – Józef Grabieński wybudował tu pokaźny, trójnawowy kościół z bocznymi kaplicami w stylu barokowym, pod wezwaniem Trójcy Świętej, z daleka widoczny i doskonale utrzymany do dnia dzisiejszego dzięki ofiarności społeczeństwa.

W „Starożytnościach Polskich” wydanych w Poznaniu w roku 1842 czytamy:
„Czucz. Miasto w wojew. sandomierskiem pow. pilźnińskim (dziś w Galicyi, obw. jasielskim) nad Wisłokiem, dosyć handlowne i w żyznym gruncie leżące”. Tyle gwoli wyjaśnienia leksykalnego pochodzenia „Czucza”. Dziś, po latach upadku znów miasto, tyle że bardziej już przemysłowe, niż „handlowne” i o nazwie Czudec. Miasto otacza wieniec wsi i przysiółków, a w jednym z nich o nazwie Małe Przedmieście urodziła się w roku 1894 moja Matka – Maria Wasilewska. Kiedy zaczął się ów rok w Czuczu, nie wiem, ale być może już wtedy, jeszcze przed moim urodzeniem, gdy Matka w swym łonie mnie nosząca, wspomniała po raz pierwszy swe rodzinne strony. A potem ja, mieszczuch, za każdym tam pobytem coraz bardziej czułem się jemu przypisanym i każdym odkryciem cieszyłem się jak skarbem odzyskanym. Teraz, po latach wielu, nie pamiętam, ile w tym czasie spadło kartek z kalendarza, lecz część ich ma swe odbicie na kliszach tam właśnie przeze mnie zrobionych, lecz wiem na pewno, że choćby ten jeden rok złożyć z nich można.

Popatrzcie, jak wiele jest tych obrazów i wspomnień. Popatrzcie, jak świeci tam słońce, jak bujnie rozkwita przyroda, jak prawdziwi są jego mieszkańcy, jak radosne dzieci, a także jak szare i mgliste bywają dni jesieni, dni ostatnie. Bo tak już jest, że w życiu jest miejsce na wszystko, a Czucz jest takim miejscem pełni i prawdy życia. I wspomnijcie przy tej okazji o „Czuczu” swoim, lub swoich przodków.
Dla mnie bowiem jest to hasło, symbol i magiczne zaklęcie, dzięki któremu próbuję dotrzeć; a to do „dziecięcej prawdy życia”, jak w wystawie „Czucz – fotografie do albumu” (rok 1985), a to „odnaleźć ogrody zaczarowane”, jak w „Pejzażach Czucza” (rok 1986), a to znowu, jak w obecnej wystawie, poprzez całą wieloznaczność tego wspaniałego miejsca, gdzie w zdjęciach robionych od lat czterdziestu znajdują się i wątki historycznego już pejzażu wsi polskiej, typów ludzi, zwyczajów, i oczywiście osobistych wspomnień, ale także i prób wyjścia poza krąg fotograficznego widzenia, aby – choć przy pomocy fotografii – dotrzeć do owej „zahoryzontalnej” krainy szczęśliwości. Czy można tak różne i prawie przeciwstawne elementy połączyć w zwartą całość?

Pochlebiam sobie, że należę do wielkiej rodziny artystów, rodziny bardzo wielkiej, gdyż do artystów zaliczam również tych, którym nie udało się jeszcze skutecznie przenieść swych idei i marzeń do odbieralnego dla innych stanu przekazu, lecz nie ustają w tych usiłowaniach. Jest to stan będący rodzajem szaleństwa i to jest powodem dla którego nie cofam się przed żadnym tego rodzaju, nawet karkołomnym zadaniem. Powiem więcej: tego typu „szaleństwa” są niezbędnym warunkiem „bycia artystą”, a już wręcz obowiązkiem każdego twórcy. Wracając do mojej wystawy sądzę, że mogę ją określić bez przesady „balladą o wsi polskiej” gdyż są w niej i zdjęcia jak gdyby żywcem wzięte z pamiętnej wystawy „Fotografia chłopów polskich”, jak i współczesne już obrazki z życia wsi, a wszystko splecione z cudownym polskim pejzażem, jak zboże i kwiaty w wieńcach dożynkowych.
Serdecznie dziękuję wszystkim mym Przyjaciołom za życzliwość i pomoc, tak w przygotowaniu tej obecnej wystawy, jak i we wszystkich latach poprzednich, gdy radą swą, krytyką, czy choćby milczącą i czasem odległą nawet obecnością towarzyszyli mi w poszukiwaniach na drogach życia i sztuki.

Leszek Dziedzic

 

Przez wiele lat swej pracy twórczej i popularyzatorskiej dał się poznać jako wielki miłośnik historii i zabytków Krakowa, któremu poświęcił 11 wystaw indywidualnych a ponadto zainicjował i prowadził w latach 1977-1992 znany w szerokich kręgach konkurs fotograficzny „Ocalić od zapomnienia”. Dzieciom poświęcił 2 wystawy, pejzażowi 6 wystaw, w tym 5 pod hasłem „Czucz”. Odznaczony „Złotą Odznaką za Opiekę nad Zabytkami”, „Złotą Odznaką za Pracę Społeczną dla Miasta Krakowa”, jest również laureatem „Nagrody miasta Krakowa” w dziedzinie kultury za całokształt pracy twórczej.

O sobie powiada, że cały jego dorobek życiowy, oprócz 2 córek i 6 wnucząt, to trochę sprzętu fotograficznego, raczej zabytkowego oraz wystawy indywidualne i Czucz. Ów Czucz. – Jego odkrycie, to „miejsce będące samym życiem, światłem światła, barw i miłych dla ucha dźwięków, w którym każdy znaleźć się może, byle nie zwątpił, że drogę do niego znajdzie”, jak napisał w 1985 r. Tak więc ten Jego Czucz jest jakby na przeciwnym biegunie niż kantorowski Teatr Śmierci, lecz sprzeczność to tylko pozorna, jako że jest tam i światło, i cień – jak w fotografii. Z wyróżnień, jakie otrzymał, najwyżej sobie ceni dowody sympatii Tych, którzy odnaleźli dla siebie coś w jego poczynaniach twórczych prezentowanych głównie w postaci wystaw. W każdym z podjętych tematów przejawia zarówno zaangażowanie emocjonalne, jak i refleksyjność. Fotografię uważa przede wszystkim za medium doznań uczuciowych. Twierdzi, że o ile fotografowanie jest przygodą dostarczającą ogromu wrażeń i próbą ich utrwalania w obrazach, to wystawy robi po to, aby swymi doznaniami dzielić się z innymi, spłacając niejako dług wdzięczności za to, czego san doznał. Najlepszym przykładem Jego sposobu traktowania sztuki była wystawa „Ukrzyżowany”, która jako jego wotum dziękczynne zawierała również rozważania nad Modlitwą Pańską i stosunkiem człowieka do Boga, przez włączone do niej teksty autora.

Wystawę „Pejzaż polski i Czucz”, autor po raz pierwszy przygotował na 40-lecie swej pracy twórczej w roku 1988, a obecna w Foto-Galerii Nowohuckiego Centrum Kultury, stanowi jej kolejną edycję. Do wystawy dołączono także „Czucz – fotografie do albumu” oraz zestaw „Beztroskie lata dzieciństwa”.

Kurator wystawy: Adam Gryczyński ZPAF

dziedzic01

dziedzic02

dziedzic03 dziedzic04 dziedzic05 dziedzic06 dziedzic07 dziedzic08 dziedzic09 dziedzic10

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *